Wypożyczalnia zagubionych marzeń - Kim Ho-Yeon

sierpnia 23, 2026

Wypożyczalnia zagubionych marzeń - Kim Ho-Yeon


Nie wszyscy rodzą się zwycięzcami.
Ale każdy może mieć marzenie, które nada sens nawet przegranej.

Dla grupy zagubionych nastolatków Wypożyczalnia Wideo Don Kichot była czymś znacznie więcej niż miejscem spotkań – stała się azylem, w którym mogli po prostu być sobą. Prowadzący ją ekscentryczny pan Don uczył, że kino może stanowić klucz do zrozumienia świata, i uświadamiał im, że warto walczyć o marzenia – nawet jeśli to walka z wiatrakami.

Lata później Sol, zwolniona z dnia na dzień producentka telewizyjna, wraca do rodzinnego miasta i odkrywa, że wypożyczalnia została zamknięta, a jej właściciel zaginął bez śladu. Za namową dawnego przyjaciela bohaterka wyrusza na poszukiwanie człowieka, dzięki któremu pokochała kino. Kiedy poznaje kolejne fakty z jego życia, odkrywa, że to literacka fascynacja pana Dona może jej pomóc rozwiązać zagadkę…

Najnowsza książka Kim Ho-Yeona, autora „Nietuzinkowego sklepu całodobowego”, jest pełną nostalgii, czułości i pasji opowieścią o wielkich marzeniach, bolesnych upadkach oraz przyjaźniach, które rodzą się w najmniej oczywistych miejscach.

To historia dla wszystkich, którzy potrzebują odnaleźć w sobie Don Kichota – niepoprawnego marzyciela o wielkim sercu.


Są książki, które czyta się dla fabuły, a są takie, które czyta się dla emocji i klimatu. „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Już samo wydanie skradło moje serce — malowany grzbiet jest piękny i sprawia, że książka świetnie prezentuje się na półce 💙

Jak wiecie, mam już swoje lata. Doskonale pamiętam czasy wideo, kaset i wypożyczalni. Podczas lektury "Wypożyczalni..." wracałam myślami do dzieciństwa i czasów VHS. Pamiętam, jak uwielbiałam chodzić między regałami, oglądać okładki i wybierać bajki. To była mała przygoda, którą dziś wspominam z ogromnym sentymentem. Raz w tygodniu, najczęściej z tatą, wchodziliśmy do świata kaset i on wybierał film dla siebie i mamy, a ja z bratem bajkę.

🌸 Pamiętacie te czasy?

Do tych wspomnień przeniosła mnie fabuła zawarta w książce "Wypożyczalnia zagubionych marzeń" Historia opowiada o ludziach, którzy na różnych etapach życia trochę się pogubili, ale w niezwykłej wypożyczalni znajdują nie tylko filmy, lecz także wsparcie, nadzieję i odwagę do realizacji marzeń. Bohaterowie są bardzo ludzcy i autentyczni, a ich historie skłaniają do refleksji nad własnym życiem.


To ciepła, spokojna i wzruszająca opowieść o marzeniach, drugich szansach i o tym, że nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o siebie. Po zamknięciu książki zostało mi przede wszystkim poczucie komfortu i tęsknota za trochę prostszymi czasami. 💛

🌸 Znacie tę książkę? 😊

Zwierzenia Arsène'a Lupina - Maurice Leblanc

sierpnia 17, 2026

Zwierzenia Arsène'a Lupina - Maurice Leblanc

Mam w swoim życiu trzech ulubionych detektywów:
Herculesa Poirota
Sherlocka Holmesa
I właśnie
Arsène'a Lupina 💛

Nic nie poradzę, że mam słabość do 'starszych panów' i to i kilkaset dekad. Zdecydowanie ich przygody są dla mnie ciekawsze i bardziej wciągające niż współczesnych detektywów. Klimat dawnego kryminału to czysty raj dla mej czytelniczej duszy.


Arsène Lupin – dżentelmen-włamywacz i mistrz intrygi – wprowadza czytelnika w świat sprytu, tajemnic i zaskakujących zwrotów akcji. To zuchwały złodziej balansujący na granicy prawa, a zarazem człowiek o szlachetnym sercu, gotowy karać nadużycia władzy. Każda opowieść to osobna, trzymająca w napięciu przygoda.

Pełne ironii i subtelnego humoru historie pozwalają zajrzeć w umysł Lupina i towarzyszyć mu w planowaniu kolejnych sprytnych wyczynów. Zbiór łączy literacką finezję z dynamiczną akcją, ukazując bohatera moralnie niejednoznacznego, lecz niezwykle fascynującego.

Po lekturze „Zwierzeń Arsène'a Lupina” jestem zachwycona. To, co podobało mi się najbardziej, to powrót do formuły krótkich historii – w moim odczuciu to strzał w dziesiątkę, zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż jedna, ciągła fabuła z poprzednich części. Jest zabawnie, przygody są niezwykle wciągające, a całość idealnie utrzymuje klimat serii.

Jeśli szukacie lekkiej, inteligentnej rozrywki w dobrym stylu, koniecznie sięgnijcie po ten tytuł!

Po jakie kryminały najczęściej sięgacie? 
Macie ulubionych bohaterów? 🙂
Agencja Perdido. Droga przez mrok - Victor Dixen

sierpnia 04, 2026

Agencja Perdido. Droga przez mrok - Victor Dixen

 Wpis powstał we współpracy z nastoletnią czytelniczką, osobistą córką 💛

"Agencja Perdido. Droga przez mrok" to książka, która pozostawia po sobie mieszane uczucia. Z jednej strony mamy tu do czynienia z niezwykle intrygującym pomysłem wyjściowym, który przyciąga uwagę już od pierwszych stron, z drugiej zaś widzę problem z jego dobrą realizacją.

Bez wątpienia najmocniejszą stroną powieści jest świat przedstawiony, a konkretnie sam koncept Agencji. To właśnie on sprawia, że mimo licznych niedociągnięć, czytelnik czuje potrzebę sprawdzenia, co wydarzy się dalej. Całość dopełniają bardzo estetyczne ilustracje, które świetnie budują klimat i pozwalają lepiej wczuć się w mroczną, tajemniczą atmosferę wykreowaną w książce.

Niestety fabuła jest pełna dziur, które sprawiają, że lektura bywa frustrująca. Wiele działań bohaterów wydaje się naciąganych lub po prostu nieuzasadnionych, a zasady rządzące światem przedstawionym nie są dobrze wytłumaczone. Czytelnik często musi domyślać się „jak to działa”, co przy skomplikowanej fabule bywa nużące. Co do bohaterów, większość jest bez wyrazu. Ich losy budzą ciekawość, jednak często brakuje im głębi, przez co trudno w pełni zaangażować się w ich perypetie czy utożsamić się z ich wyborami. Moja ulubiona postać to Raven, mimo, że nie do końca rozumiem motywy jej działań.


Ostatecznie, mimo wszystkich niedociągnięć i frustracji związanych z niekonsekwencją świata czy samych postaci, książka posiada pewną magnetyczną siłę, która mimo swoich wad wzbudziła moją autentyczną ciekawość, przez co na pewno sięgnę po kolejny tom.
Biżuteria łączy pokolenia, czyli Gerlinde w trzech odsłonach

czerwca 04, 2026

Biżuteria łączy pokolenia, czyli Gerlinde w trzech odsłonach

Artykuł powstał we współpracy z marką Gerlinde

Maj jest moją ulubioną porą roku. To właśnie w tym miesiącu obchodzę urodziny (w tym roku okrągłe), a także - już po raz trzynasty - świętuję Dzień Mamy. W tym roku postanowiłam sama sobie sprawić przyjemność, w końcu taka okazja nie zdarza się często i kolejna powtórzy się dopiero za dziesięć lat. Postanowiłam jednak połączyć swoje świętowanie z dwiema najważniejszymi kobietami w moim życiu: kochaną mamą i ukochaną córką. W jaki sposób? 
Oczywiście prezentu. 

Trzy pokolenia. Trzy kobiety. Trzy różne gusta - Jeden sklep


Wybierając biżuterię dla mamy, która lubi przyciągającą spojrzenia elegancję, córki - nastolatki, o alternatywnej duszy, tworzącej własne ozdoby i dla siebie, stawiającej na minimalizm z nutką awangardy, nieźle się naszukałam. Na szczęście w Gerlinde znalazłam wszystko, czego potrzebowałam.

To jedna z tych marek, które trudno zamknąć w jednej grupie wiekowej. Delikatne naszyjniki, minimalistyczne kolczyki czy klasyczne bransoletki równie dobrze odnajdują się w stylizacjach młodszych kobiet, jak i tych, które od lat stawiają na spokojną, niewymuszoną elegancję. Jednocześnie w ofercie znajdziemy dodatki, które trafiają w gusta młodego pokolenia, dla którego biżuteria jest czymś więcej niż tylko modnym akcentem.


Przeglądając ofertę Gerlinde, szybko zauważyłam, że marka nie próbuje narzucać jednego stylu. Wręcz przeciwnie – daje możliwość wyrażenia własnej osobowości.

Dla mojej mamy wybrałam biżuterię, która podkreśla jej zamiłowanie do klasyki. To kobieta, która wierzy, że elegancja nigdy nie wychodzi z mody. Lubi dodatki, które są widoczne, ale jednocześnie gustowne i ponadczasowe. Dodatkowo wybrałam model, który ma znaczenie symboliczne - trzy serduszka, jej trójka dzieci, w tym ja.


Moja córka zwróciła uwagę na zupełnie inne modele. Jej wybory były bardziej odważne, nieco artystyczne, a czasem nawet zaskakujące. I właśnie to było piękne – mogła znaleźć coś, co pasuje do jej indywidualnego stylu, nie rezygnując z jakości wykonania.


Ja natomiast szukałam biżuterii, którą mogłabym nosić zarówno na co dzień, jak i podczas bardziej wyjątkowych okazji. Takiej, która będzie pięknym dopełnieniem każdej stylizacji.


Co nas połączyło?

Choć każda z nas wybrała coś innego, podczas wspólnych zakupów zauważyłam pewną prawidłowość. Niezależnie od wieku czy upodobań, wszystkie zwracamy uwagę na podobne rzeczy: estetykę, jakość i detale. To właśnie te elementy sprawiają, że biżuteria przestaje być zwykłym dodatkiem. Staje się częścią wspomnień, symbolem ważnych chwil i małych codziennych przyjemności. Być może dlatego tak wiele kobiet przechowuje swoje ulubione kolczyki czy naszyjniki przez lata. Nie dlatego, że są modne, ale dlatego, że wiążą się z konkretnymi emocjami.

Gerlinde łączy pokolenia

Marka Gerlinde powstała jako rodzinna firma i być może właśnie dlatego tak dobrze rozumie kobiety na różnych etapach życia. W jej kolekcjach można znaleźć zarówno subtelną klasykę, jak i nowoczesne wzory odpowiadające współczesnym trendom. Dzięki temu każda z nas – mama, córka i ja – mogła znaleźć coś dla siebie, nie idąc na kompromisy. I choć nasze style są zupełnie różne, dziś każda z nas nosi biżuterię z tego samego miejsca. To drobiazg, ale bardzo symboliczny. Bo czasem to właśnie małe rzeczy przypominają nam o tym, co naprawdę ważne – o więziach, które łączą pokolenia.

Tegoroczny maj z pewnością zapamiętam nie tylko jako miesiąc okrągłych urodzin, ale także jako czas wyjątkowego, kobiecego świętowania w najlepszym towarzystwie.


Mała kwiaciarnia w Tokio - Yukihisa Yamamoto

maja 20, 2026

Mała kwiaciarnia w Tokio - Yukihisa Yamamoto

Kikuko jest wyczerpana swoją pracą i decyduje się odejść z firmy. Tajemnicze spotkanie sprawia, że trafia na staż do Kwiaciarni Kawarazaki. Tam poznaje Maritę, ciepłą, choć tajemniczą florystkę, i zespół jej wyjątkowych współpracowników, którzy zapraszają dziewczynę do świata kwiatów.

Wszystkie bukiety, które komponuje Kikuko, skrywają w sobie poruszające historie. Od pełnej gracji magnolii symbolizującej nadzieję, przez elegancką mimozę będącą wyznaniem sekretnej miłości, aż po kwiaty wiśni niosące prośbę „nie zapomnij o mnie” – każdy rozdział to opowieść, która splata się z innymi niczym kolorowe kwiaty w misternych kompozycjach.

Ucząc się języka kwiatów, Kikuko zaczyna rozumieć emocje klientów odwiedzających kwiaciarnię – jedni szukają radości, inni próbują poradzić sobie ze smutkiem i bólem.
Dzięki tym spotkaniom zagubiona i niepewna siebie Kikuko na nowo odkrywa własne marzenia i drobne przyjemności, które – przeżywane z przyjaciółmi – sprawiają, że życie nabiera kolorów. A pomiędzy dostawami kwiatów czai się uczucie, wypowiedziane bukietem czerwonych goździków…


Takie książki to balsam na duszę po trudnym dniu. Wiem co mówię bo ostatnio moje drugie imię (choć w zasadzie to może i pierwsze ;)) brzmi Irytacja ;) W ramach ratowania resztek zdrowia psychicznego sięgałam wieczorami po książkę, która była jak balsamik na suchą skórę ;) Mowa o „Małej kwiaciarni w Tokio” Yukihisy Yamamoto. Jeśli tak jak ja szukacie teraz w literaturze absolutnego ukojenia i zwolnienia tempa, koniecznie po nią sięgnijcie!

Główna bohaterka, Kikuko, rzuca toksyczną pracę w korporacji, zbiegiem okoliczności a może dzięki przeznaczeniu trafia do kameralnej kwiaciarni. To tam, wśród pięknych kwiatów, uczy się nie tylko florystyki, ale przede wszystkim na nowo odkrywa samą siebie. Książka składa się z ośmiu rozdziałów i każdy z nich to osobna opowieść o kliencie, który trafia do kwiaciarni, oraz o ukrytym języku kwiatów.

W tej historii absolutnie zachwycił mnie jej niesamowity klimat, który dosłownie pachnie Japonią, spokojem i piękną celebracją codzienności. To przepiękny pokaz tego, jak drobne gesty mogą leczyć wielkie rany, a wplecenie symboliki roślin w trudne, ludzkie losy okazało się strzałem w dziesiątkę. Do tego dochodzi życiowy autentyzm, bo przecież kto z nas nie czuł się kiedyś zagubiony, przytłoczony obowiązkami i potwornie zmęczony 'dorosłością' tak jak główna bohaterka. Z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć, że jeśli szukacie dynamicznych zwrotów akcji i emocjonalnego rollercoastera, to zdecydowanie nie ten adres, ponieważ fabuła płynie tu leniwie, a momentami bywa wręcz idealistyczna i baśniowa. I mi w to graj. Poznawanie znaczenia kwiatów, opisy symboliki roślin, połączenie ludzkich losów ze znaczeniem konkretnych bukietów dodaje historii magii i głębi.


Książka bogata jest również w smaczki dotyczące japońskiej codzienności, tradycji oraz świąt, co dla mnie było bardzo ciekawe i wciągające. Przenoszenie się choć na krótką chwilę do małej kwiaciarni w Tokio było dla mnie bardzo relaksujące. Może ta książka nie zmieni Waszego światopoglądu, nie zaskoczy zwrotem akcji, ale z pewnością otuli Wasze serce i przypomni – zwłaszcza w momentach, gdy macie ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady – że czasem warto się zatrzymać.

Czytaliście już tę pozycję, a może macie na półce inne powieści, które tak idealnie koją nerwy?